Reforma ETS: 75 proc. wpływów ma trafić na dekarbonizację przemysłu

Sala plenarna Parlamentu Europejskiego w Brukseli - miejsce prac nad reformą ETS

Reforma unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (ETS) wchodzi w kolejną fazę. Z projektu autorstwa niemieckiego europosła Petera Liesego wynika, że państwa członkowskie miałyby przeznaczać 75 proc. wpływów z aukcji uprawnień na dekarbonizację krajowego przemysłu.

Sala plenarna Parlamentu Europejskiego w Brukseli - miejsce prac nad reformą ETS
Sala plenarna Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Fot. Profpcde, Wikimedia Commons, CC0

To rozwiązanie idzie dalej niż propozycja Komisji Europejskiej, która chciała kierować na ten cel 50 proc. wpływów. Liese prowadzi prace nad raportem jako główny negocjator Parlamentu Europejskiego do spraw reformy ETS. Projekt upubliczniono 11 września.

System ETS w skrócie

ETS to najważniejszy instrument unijnej polityki klimatycznej. Zobowiązuje elektrownie oraz zakłady przemysłowe do umarzania uprawnień odpowiadających ilości wyemitowanego dwutlenku węgla. Niewykorzystane jednostki można sprzedać na rynku.

Przedsiębiorstwa z sektorów energochłonnych od dłuższego czasu ostrzegają, że wysokie koszty emisji osłabiają ich konkurencyjność. Utrudniają też finansowanie modernizacji i ograniczają zdolność europejskich zakładów do konkurowania z producentami z państw bez podobnych obciążeń. Dlatego właśnie większa część dochodów z ETS miałaby wracać bezpośrednio do firm. Dzięki temu przemysł zyskałby środki na modernizację bez czekania na nowe programy wsparcia.

Budynek Berlaymont w Brukseli, siedziba Komisji Europejskiej, autora propozycji zmian w ETS
Budynek Berlaymont w Brukseli, siedziba Komisji Europejskiej. Fot. EmDee, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Więcej czasu na dekarbonizację przemysłu

Projekt obejmuje również zmianę współczynnika liniowej redukcji. Ten parametr określa tempo corocznego zmniejszania liczby uprawnień dostępnych na rynku. Obecnie wynosi on 4,4 proc. rocznie.

Komisja Europejska zaproponowała spadek do 3,7 proc. w latach 2031–2035, a następnie do 1,7 proc. Liese chce natomiast spowolnić redukcję jeszcze bardziej. W jego projekcie tempo wynosi 3,4 proc. w pierwszej połowie lat 30. i 2,3 proc. w kolejnych latach.

Zatem pierwsza połowa dekady byłaby łagodniejsza dla przemysłu niż w propozycji Brukseli. W drugiej połowie lat 30. ograniczanie puli uprawnień postępowałoby jednak szybciej niż w pierwotnym planie Komisji.

Elektrownia Bełchatów widziana znad zbiornika Słok - duza elektrownia weglowa objeta systemem ETS
Elektrownia Bełchatów widziana znad zbiornika Słok. Fot. Stephan van Helden, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Co to znaczy dla energetyki

Reforma dotyczy między innymi elektrowni węglowych, które w Polsce odpowiadają za znaczną część produkcji energii. Wolniejsze tempo redukcji uprawnień oznaczałoby niższą presję kosztową na te jednostki w najbliższych latach.

Dla inwestycji w odnawialne źródła energii sygnał jest mieszany. Z jednej strony łagodzenie ETS obniża zatem koszty konkurencji po stronie paliw kopalnych. Z drugiej strony 75 proc. wpływów ma trafić właśnie na dekarbonizację, a więc między innymi na elektryfikację i modernizację przemysłu.

Polityka energetyczna Brukseli zmienia się jednak od kilku lat. Pisaliśmy o tym w tekstach o planie Komisji Europejskiej na rzecz stabilizacji cen energii oraz o tym, że Bruksela nie rezygnuje z zakazu sprzedaży aut spalinowych od 2035 roku.

Teraz decyzja należy do Parlamentu Europejskiego i państw członkowskich. Ostateczny kształt przepisów poznamy zatem po negocjacjach między instytucjami unijnymi.

Źródło: Grupa EPL w Parlamencie Europejskim

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów