Wadliwe ładowarki Ekoenergetyki na stacji Ionity w norweskim Elverum doprowadziły do zdetonowania bezpieczników pirotechnicznych w sześciu samochodach elektrycznych. Auta zostały unieruchomione. Ubezpieczyciel Zurich potwierdził jednak, że przyczyną były urządzenia, i zapowiedział pokrycie kosztów napraw.


Co się stało w Elverum
Stacja Ionity w Elverum leży w południowo-wschodniej Norwegii. Operator uruchomił ją w grudniu 2025 roku jako pierwszy obiekt z technologią wspólnego dzielenia mocy od Ekoenergetyki. Rozwiązanie łączy dwa cabinets o łącznej mocy 800 kW, a więc obsługuje sześć punktów ładowania.
W trakcie ładowania część samochodów doznała awarii, której skutkiem było unieruchomienie pojazdu. Jak ustalono, chodzi o aktywację bezpiecznika pirotechnicznego. To element, który w razie wypadku odcina wysokonapięciową instalację od baterii.
Wyzwolenie ładunku wybuchowego uruchamia procedurę serwisową jak po kolizji. W praktyce oznacza to zatem kosztowne testy i często wymianę całych modułów. Jeden z właścicieli Volkswagena ID. Buzz czeka na naprawę od 30 czerwca.
Producent przyznał problem
Ekoenergetyka potwierdziła usterkę w obrębie własnego sprzętu. Ionity zdecydowało więc o wymianie urządzeń na stacji. Operator zapowiadał ponadto, że wymiana nastąpi w tym tygodniu.
Sprawa ciągnęła się jednak miesiącami. Norweski serwis Adresseavisen opisywał, że właściciele aut przez długi czas nie otrzymywali odpowiedzi od operatora. Część napraw wymagała natomiast zgody producentów samochodów i szczegółowej diagnostyki baterii.
W piątek 16 października Ionity poinformowało redakcję Elbil RADAR o zakończeniu dochodzenia. Ubezpieczyciel Zurich uznał, że zdarzenia wynikały z błędu w ładowarkach. Towarzystwo pokryje zatem koszty napraw sześciu pojazdów. Wypłata odszkodowań jeszcze się nie zakończyła.
Dlaczego bezpiecznik pirotechniczny jest problemem
Bezpieczniki pirotechniczne montuje się w nowoczesnych elektrykach i hybrydach. W środku znajduje się niewielki ładunek materiału wybuchowego. Gdy komputer pokładowy wykryje przeciążenie, wysyła impuls i trwale przerywa obwód wysokiego napięcia.
To rozwiązanie zwiększa bezpieczeństwo po wypadku. Zarazem jednak każda fałszywa aktywacja oznacza poważną naprawę. Serwisy muszą wtedy sprawdzić instalację, baterię i podzespoły zabezpieczające.
Eksperci wskazują na możliwą przyczynę. Ładowarka mogła podawać zbyt wysokie napięcie lub natężenie, więc elektronika auta odczytała to jako zwarcie. Producent stacji nie podał jednak technicznego wyjaśnienia.
Co to oznacza dla rynku ładowania
Przypadek z Elverum jest dotąd rzadko spotykany. Pokazuje jednak, jak ważna jest spójność komunikacji między pojazdem a stacją. Błąd w protokole ładowania może zatem unieruchomić auto, mimo sprawnej baterii.
Dla operatorów oznacza to większy nacisk na testy i szybką reakcję na zgłoszenia. Dla kierowców flotowych to natomiast argument za monitoringiem sesji ładowania. Coraz częściej takie funkcje trafiają do aplikacji operatorów i systemów zarządzania flotą, podobnie jak w rozwiązaniach do ładowania w centrach handlowych.
Ekoenergetyka to polski producent ładowarek z Zielonej Góry. Firma dostarcza stacje szybkiego ładowania do wielu krajów europejskich. Sprawa z Norwegii jest prawdopodobnie pierwszym takim przypadkiem, w którym jej urządzenia wywołały uszkodzenie pojazdów.
Źródła
Informacje operatora Ionity przekazane redakcji Elbil RADAR oraz relacje redakcji elektrowoz.pl i Adresseavisen z 16 października 2026 roku. Ionity nie opublikowało w tej sprawie odrębnego komunikatu prasowego.




