Siedmiu szefów największych europejskich producentów ciężarówek i autobusów wystąpiło razem na jednej scenie. Okazją były targi IAA Transportation 2026 w Hanowerze, a konkretnie 14 września. Producenci apelują o przesunięcie unijnego celu redukcji emisji CO2 z 2030 na 2033 rok.
Firmy deklarują przy tym, że nie odchodzą od samych celów klimatycznych. Problemem ma być tempo zmian w otoczeniu, w którym przewoźnicy mieliby korzystać z pojazdów bezemisyjnych.

Kto podpisał apel
Za apelem stoją szefowie siedmiu grup: DAF Trucks, Daimler Truck, Ford Otosan, Iveco Group, MAN Truck & Bus, Scania Group oraz Volvo Group. Wystąpili wspólnie podczas dnia prasowego targów, co samo w sobie było nietypowe.
Karin Rådström, prezeska Daimler Truck oraz przewodnicząca Rady Pojazdów Użytkowych w ACEA, tłumaczy stanowisko branży wprost. Jej zdaniem producenci zainwestowali już w bezemisyjne modele, natomiast warunki do ich opłacalnej eksploatacji rozwijają się zbyt wolno.
2,4 proc. rynku to za mało
Punktem wyjścia są dane Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów, czyli ACEA. Pojazdy bezemisyjne odpowiadają dziś za 2,4 proc. nowych rejestracji ciężkich pojazdów użytkowych w Europie.
W Polsce, Hiszpanii i we Włoszech udział ten spada poniżej 1 proc. W Niemczech wynosi 4,3 proc., a we Francji 2,4 proc. Do wejścia w życie zaostrzonych celów na 2030 rok zostało około 45 miesięcy.
Mniej niż 2 tys. ładowarek dla ciężarówek
Największą barierą pozostaje infrastruktura. W całej Europie działa mniej niż 2 tys. publicznych punktów ładowania przystosowanych do pojazdów ciężkich. Aby dogonić cele na 2030 rok, trzeba by uruchamiać co najmniej 700 kolejnych punktów miesięcznie.
Jeszcze słabiej wygląda zaplecze dla wodoru. Według ACEA w Europie działa mniej niż dwanaście stacji tankowania odpowiednich dla ciężarówek na wodór. Problemem jest też prąd w sieci, ponieważ przyłączenie nowego hubu ładowania potrafi zająć kilka lat.

Producenci zwracają uwagę na asymetrię odpowiedzialności. Oni odpowiadają za podaż pojazdów, natomiast o dostępności paliwa i mocy decydują inne podmioty. Kary finansowe spadłyby jednak właśnie na nich.
Według wyliczeń przytoczonych przez trans.info samo niedowiezienie celu na 2030 rok o trzy punkty procentowe może oznaczać około 2,2 mld euro kar dla całej branży. Takie pieniądze nie zwiększą jednak liczby elektrycznych ciężarówek na drogach.
Czego jeszcze oczekują producenci
Postulaty nie kończą się na przesunięciu terminu. Branża chce szerszego stosowania opłat drogowych zależnych od emisji CO2. Obecnie takie systemy działają w praktyce tylko w czterech państwach Unii.
Kolejna zmiana dotyczy mas i wymiarów pojazdów. Cięższe baterie oraz układy napędowe zmniejszają dziś ładowność ciężarówek bezemisyjnych. Producenci chcą też, aby wpływy z opłat drogowych oraz z systemu ETS2 trafiały do infrastruktury i na wsparcie zakupu.
W tle trwa wyścig technologiczny. Nowy MAN eTGX obiecuje do 720 kilometrów zasięgu, a Volvo Trucks uruchomiło produkcję FH Aero Electric. Europejskie odpowiedzi na chińską konkurencję pokazały też targi, między innymi ciągnik BYD ETT 44.
Źródła
ACEA, „European truckmakers: enabling conditions years behind, 2030 CO2 compliance timeline needs adjustment”, Hanower, 14.09.2026: acea.auto.



[…] Europejskie przepisy dają takim projektom mocne podstawy. Unijne cele dla ciężkiego transportu zakładają redukcję średniej emisji nowych pojazdów o 45 proc. od 2030 roku, o 65 proc. od 2035 roku i o 90 proc. od 2040 roku. O tym, jak trudne będzie to wyzwanie, pisaliśmy przy apelu producentów ciężarówek o przesunięcie terminu. […]