Międzynarodowa Rada Czystego Transportu (ICCT) opublikowała analizę wpływu unijnych norm CO2 na zatrudnienie w motoryzacji. Badanie nosi tytuł Powering jobs i liczy 58 stron. Autorzy porównali trzy scenariusze polityki do 2035 roku.

Wniosek jest jednoznaczny. Utrzymanie obecnych celów pozwala zachować miejsca pracy, a ich poluzowanie oznacza stratę nawet 185 tys. etatów w europejskiej produkcji samochodów osobowych.
Trzy scenariusze, trzy różne wyniki
Pierwszy scenariusz zakłada brak zmian w prawie. Zatrudnienie do 2035 roku pozostaje wtedy w granicach około 2 proc. poziomu z 2025 roku. To oznacza w praktyce stabilizację, a nie spadek.
Drugi scenariusz łączy obecne normy z polityką przemysłową, która wspiera produkcję wewnątrz Unii. Wtedy zatrudnienie rośnie o około 10 proc., czyli o 320 tys. miejsc pracy względem 2025 roku.
Trzeci scenariusz to poluzowanie norm. W tym wariancie zatrudnienie spada o około 6 proc., czyli o 185 tys. etatów. To zatem najgorszy wynik z całej trójki.
Dlaczego luźniejsze normy szkodzą zatrudnieniu
Poluzowanie przepisów na krótko hamuje spadek zatrudnienia przy produkcji silników spalinowych. Jednocześnie jednak spowalnia wzrost w fabrykach aut elektrycznych, w produkcji baterii, w recyklingu oraz przy budowie i serwisie ładowarek.
Autorzy tłumaczą to jednak prosto. Łańcuch dostaw elektryków tworzy więcej miejsc pracy, niż wynosi spadek zatrudnienia w produkcji spalinowej. Dlatego netto poluzowanie norm wypada gorzej niż ich utrzymanie.

To odwrotność argumentu, który podnoszą zwolennicy przesunięcia celów. Ich zdaniem szybkie przejście na elektryki zagraża etatom. ICCT odpowiada, że to właśnie opóźnienie przejścia zmniejsza liczbę miejsc pracy.
O jakie przepisy toczy się spór
Obecnie nowe samochody osobowe w Unii muszą zmniejszyć emisje o 55 proc. do 2030 roku i o 100 proc. do 2035 roku. Punktem odniesienia jest poziom z 2021 roku. W praktyce drugi cel oznacza koniec sprzedaży nowych aut spalinowych.
Tymczasem trwa przegląd tych przepisów. W debacie pojawiają się pomysły przesunięcia terminów oraz dodatkowych mechanizmów elastyczności. Dlatego wynik analizy ICCT trafia w sam środek negocjacji.
Europejski rynek elektryków rośnie, ale nierówno. Wcześniej pisaliśmy, że co trzeci nowy samochód w Europie jest już elektryczny. To właśnie ten wzrost tworzy nowe miejsca pracy w bateriach i ładowaniu.
Co to znaczy dla Polski
Polska jest dużym producentem części i baterii, więc zmiana norm dotknie także nasz rynek. Fabryki pod Wrocławiem, w Gliwicach czy w Tychach pracują dziś dla wielu marek. Stabilne przepisy pozwalają im planować inwestycje na lata.
Z drugiej strony polskie firmy mocno uczestniczą w łańcuchu spalinowym. Dlatego okres przejściowy ma znaczenie dla zatrudnienia w regionach. Wcześniej opisywaliśmy także wzrost udziału elektryków w produkcji zakładu Opla w Eisenach.
Źródła
Artykuł powstał na podstawie raportu ICCT Powering jobs: Employment under the EU’s passenger car CO2 standards z 27 października 2026 roku. Komunikat ICCT podaje liczby dla trzech scenariuszy.




